Na liście jej osiągnięć są mistrzostwo Unii Europejskiej, medale mistrzostw Polski i starty w mistrzostwach świata. Ale droga młodej szachistki Julii Szczurek składa się nie tylko z wygranych partii. To także trenerzy, wyjazdy, noclegi, wpisowe i rodzice, którzy każdego miesiąca zastanawiali się, jak zapewnić dziecku kolejną szansę na rozwój. Wsparcie programu Life Challenges pomogło Julii zrobić następne kroki. Jej rodzinie dało coś mniej spektakularnego, ale równie ważnego – spokój.
Julia Szczurek miała zaledwie kilka lat, kiedy zaczęła pojawiać się na podium ogólnopolskich turniejów. W 2021 roku została wicemistrzynią Polski w szachach szybkich wśród dziewcząt przedszkolnych. „Zapisałam się na kółko w przedszkolu i tak się zaczęło” – opowiadała Julia w rozmowie z TVN24.
Dwa lata później zdobyła mistrzostwo Polski szkół podstawowych wśród dziewcząt klas drugich. Potem sukcesy zaczęły przychodzić regularnie. Julia trzykrotnie została mistrzynią Śląska w szachach szybkich, zdobyła mistrzostwo województwa w szachach klasycznych i brązowy medal międzynarodowego festiwalu THE BALTIC WAY w Wilnie. W 2025 roku wywalczyła brąz Mistrzostw Polski Młodzików, znalazła się w Kadrze Narodowej Juniorów i osiągnęła jeden z największych sukcesów w dotychczasowej karierze – została mistrzynią Unii Europejskiej w szachach klasycznych.
Reprezentowała też Polskę na mistrzostwach Europy w Rumunii, Czechach i Czarnogórze oraz na mistrzostwach świata w Egipcie i Kazachstanie. W 2026 roku została finalistką Mistrzostw Polski Juniorek Młodszych, zapewniając sobie bezpośredni awans do finału w 2027 roku.
A jak Julia radzi sobie z trudnymi momentami w czasie turniejów? „Staram się nie myśleć o tym, żeby wygrać – tylko o pozycji, która teraz jest na szachownicy” – tłumaczy i dodaje: „Przewiduję tak cztery, pięć ruchów do przodu”.
W tabeli wyników wszystko wygląda prosto: nazwisko, miejsce, liczba punktów, medal. Znacznie mniej widać to, co dzieje się pomiędzy turniejami.

Zanim Julia usiądzie przy szachownicy
Rozwój młodego sportowca wymaga czasu i pieniędzy: treningów, opieki trenerskiej, wpisowego, przejazdów i noclegów. Im większy talent i wyższy poziom rywalizacji, tym częściej pojawiają się kolejne możliwości – a razem z nimi pytanie, czy rodzinę będzie stać, żeby z nich skorzystać.
Młody zawodnik widzi przede wszystkim następny turniej. Rodzice widzą także rachunek.
Dla Magdaleny Szczurek, mamy Julii, wsparcie otrzymane w ramach programu Life Challenges miało znacznie szersze znaczenie niż tylko możliwość opłacenia kolejnego etapu sportowego rozwoju córki.
– Nie wiem, czy Fundatorzy wiedzą, że pomagają nie tylko jednej osobie – w naszym przypadku Julci. Pomoc działa na wielu płaszczyznach i dotyczy całych rodzin. Dorośli mogą kłaść się spać spokojnie, nie rozmyślając, nie zamartwiając się i nie kalkulując, skąd i jak wygenerować potrzebne środki. Pojawia się spokój, znikają niejednokrotnie wyrzuty sumienia, że jako rodzice nie jesteśmy w stanie zapewnić odpowiednich narzędzi do dalszego rozwoju dziecka, podążając za jego potrzebami – mówi Magdalena Szczurek.
Rodzic może próbować ukryć takie napięcie. Dziecko niekoniecznie da się oszukać.
– Dzieci są jak radary, potrafią rozpracować samopoczucie rodziców w mgnieniu oka. My, rodzice, często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak mocno jesteśmy obciążeni, dopóki nie odczujemy trochę ulgi. Poprzez wsparcie cały dom funkcjonuje inaczej – lepiej, spokojniej, pojawia się więcej radości – dodaje mama Julii.
To właśnie ten mniej widoczny wymiar pomocy okazał się dla rodziny szczególnie ważny. Możliwość rozwijania talentu Julii przestała wówczas oznaczać ciągłe pytanie, z czego tym razem trzeba będzie zrezygnować.
Sukces, którego nie widać w tabeli
Julia była podopieczną programu Life Challenges Fundacji Jolanty i Leszka Czarneckich. Jej kolejne wyniki pokazują, jak daleko może zaprowadzić talent wsparty konsekwentną pracą. Dla Katarzyny Pieńkowskiej, prezeski Fundacji, równie ważne było jednak to, co działo się poza szachownicą.
– Kiedy patrzy się na listę osiągnięć Julii, nietrudno o zachwyt. Ma niezwykły talent. Z dumą obserwowaliśmy jej kolejne ruchy na szachownicy i to, jak z biało-czerwoną flagą stawała naprzeciw najlepszych na świecie – mówi Katarzyna Pieńkowska.
Ale właśnie historia rodziny Julii zwróciła uwagę Fundacji na efekt, którego nie da się zapisać w sportowych statystykach.
– Za każdą wygraną partią i każdym medalem kryje się coś, czego w oficjalnych wynikach nie widać. Poruszyły mnie słowa mamy Julii, która przypomniała nam o sednie tego, po co działamy: pomoc Fundatorów nigdy nie trafia tylko do jednej osoby. Kiedy wspieramy młodego człowieka, jednym z pierwszych efektów może być po prostu spokojniejszy sen jego rodziców. Nie muszą bez końca liczyć, skąd wziąć pieniądze na kolejny turniej, wyjazd czy trenera. A dzieci doskonale wyczuwają napięcie dorosłych. Kiedy udaje się zdjąć z rodziny choć część tego ciężaru, zmienia się atmosfera całego domu – wraca spokój, oddech i radość z pasji – wspomina prezeska Fundacji Jolanty i Leszka Czarneckich.

Prosić o pomoc też trzeba się nauczyć
Magdalena Szczurek zwraca uwagę na jeszcze jeden efekt. Wpływ wsparcia nie zakończył się w momencie opłacenia treningu czy powrotu z turnieju.
– Pozostawia dorosłych zmotywowanych do dalszego działania. Udowadnia, że są Fundatorzy i osoby chętne pomagać. Urzeczywistnia to, co na początku może wydawać się nieosiągalne. Uczy, że warto prosić o pomoc i wsparcie – co na początku jest bardzo trudne – mówi mama Julii.
Katarzyna Pieńkowska widzi w historii Julii podobną lekcję.
– Rola Fundatorów i samej Fundacji nie kończy się na finansowym wsparciu. Mogliśmy dać tej rodzinie poczucie, że nie jest sama i że coś, co jeszcze niedawno wydawało się nieosiągalne, stało się rzeczywistością. Wspieranie Julii było dla nas ogromną radością i najlepszym przypomnieniem, dlaczego warto to robić – bo pomagając rozwijać talent jednego dziecka, wzmacnia się całą rodzinę.
Przed Julią kolejne partie. W 2027 roku czeka ją już zapewnione miejsce w finale Mistrzostw Polski Juniorek Młodszych. Zapewne będą następne turnieje, wyjazdy i cele.
W szachach zawodnik przy każdym ruchu zostaje sam ze swoją decyzją. Zanim jednak usiądzie przy szachownicy, bardzo wiele zależy od ludzi, którzy pomagają mu do niej dotrzeć.